In This Article
Pepe, to rozciągnięta na trzy dekady poetycka baśń o krzywdzie, której doznają maluczcy w wyniku decyzji wielkich tego świata; w wyniku wyborów, których ze swojej pozycji nie są w stanie pojąć umysłami. Z jednej strony cyniczny, agresywny i fizycznie zdeformowany Henry, zadający kłam popularnym opiniom, stawiającym komików w roli nowoczesnych filozofów. Tak jak klasycy kina drogi pokazał, że największą wartością wędrówki jest ta, która zachodzi wewnątrz siebie. I nie jest to bynajmniej wyjątek w perspektywie całego obrazu, a pewien test dla widza, czy zgodzi się na warunki reżysera. Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata to wyborny pokaz zrozumienia współczesności poprzez wplątywanie w kontekst rozmów czy to osoby najpopularniejszej rumuńskiej tenisistki – Emmy Raducanu, śmierci Godarda, rządów Orbana czy też wszelkich najnowszych trendów.
W głowie się nie mieści 2, reż. Kelsey Mann
Nie mogę wyjść z podziwu jak holenderska reżyserka Bianca Stigter, potrafiła stworzyć ponad godzinny film z zaledwie trzech minut archiwalnych nagrań. Uprawia w ten sposób wielopoziomową sztukę, która nie daje się zamknąć w jednej kategorii, czy to gatunkowego eksperymentu, czy filozoficznego rozważania nad esencją życia i wolności. … W ramach fabularnej tkanki porządek kontestują bohaterowie, a filmową materię z sukcesem przewraca na wszystkie strony sam reżyser. Dwa rozdziały Delikwentów stanowią swoisty awers i rewers opowieści o przygodzie odwracającej i redefiniującej życiowe porządki. Na miejscu to sprawne połączenie botanicznego romansu z metaforą kiełkowania, kina drogi o miejskich włóczęgach oraz nienachalnej komedii absurdu w znakomitym wydaniu.
Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata, reż. Radu Jude
Prawdziwy spektakl afektów i ukoronowanie pracy reżyserskiej Meksykanki stanowi scena lip syncu „Il dolce suono” z Łucji z Lammermooru Donizettiego w wykonaniu Sol – jej ostatniego prezentu urodzinowego dla ojca. Avilés opowiada, fascynując się nie tym, co na ekranie widziane czy zasłyszane, ale kasyno online metafizycznym związkom, które nadają rytm domowemu mikrokosmosowi – cyklowi życia, który rządzi światem tak ich, jak i otaczającej biosfery. Rysuje sentymentalną opowieść na interkulturowej karcie, składając hołd komediowym tradycjom od amerykańskich zabaw absurdem, po portugalskie ucztowania z Diogo Dórią w roli dania głównego. Bohaterzy wstępują w snopy światła niczym James Bond w otwór lufy pistoletu, by zwrócić się bezpośrednio w kierunku kamery i wypowiedzieć kwestie pisane im przez kogoś innego – „przez parę godzin wygrawszy na scenie, w nicość przepadają”.
Korpus języka polskiego
Zachęcam każdego czytelnika do wyruszenia w podróż przez świat kina, by na własne oczy przekonać się o sile i magii srebrnego ekranu. Kino to jedna z najważniejszych form sztuki, która od ponad wieku porusza, bawi i inspiruje widzów na całym świecie. Jak podkreślają organizatorzy, ranking jest "najbardziej kompletną i aktualną mapą polskiego szkolnictwa wyższego".
Może pora z tym skończyć to łamigłówka, pełna cytatów z popkultury i mrugnięć okiem do uważnego widza. Kaufman daje widzom dłuższą chwilę na odkrycie drogi przez zbudowany przez siebie labirynt. Może to się jawić jako paplanie dla zabicia czasu, jednak z minuty na minuty świat przedstawiony wydaje się coraz dziwniejszy i podejrzany. Tak jak w tytule zmieszane zostaje tu piękno (sztuki, młodości, ludzi, nadziei) z krwawą łaźnią kolejnych epidemii, prześladowań, przemocy i zwyczajnej nieudolności. Z drugiej strony, zapewne dzięki charyzmie i emocjonalnej szczerości protagonistki, całość ani na chwilę nie wchodzi w (tak częste dla biograficznego dokumentu) ruchome piaski wiernopoddańczej laurki. Przyjęcie soczewki intymnej niemalże spowiedzi i bardzo osobistej perspektywy zmienia jednocześnie wydźwięk całości.
Jest dziełem wypełnionym po brzegi duchami nawiedzającymi filmografię reżysera od czasu debiutu, czarującym spotkaniem pasjonującej kinofilii, intelektualnego bajdurzenia, narracyjnej magii i przaśnego banału. Charlie Kaufman, legendarny scenarzysta Zakochanego bez pamięci, Być jak John Malkovich czy Adaptacji, dołączył jakiś czas temu do stajni Netflixa, dzięki czemu nie tylko zapewnił sobie finansowanie kolejnych filmów, ale też zachował wolność artystyczną. Jest to jednak jeden z tych obrazów, które po seansie zamieszkują w głowie widza i tam niczym larwy powoli rosną, żywiąc się rozważaniami nosiciela.
Ranking 100 najlepszych filmów wszech czasów
Obejrzałem ten film, nie spodziewając się absolutnie niczego, a dostałem film kompletny zarówno tematycznie, jak i formalnie. Niewielki film, ale wielkie kino warte wszystkich nagród, nawet jeśli z Polski zostało w nim głównie kilka pocztówek. Tej najbardziej zdradliwej — czarującej, uśmiechniętej ze świetnym poczuciem humoru. To również jeden z najbardziej dojmujących obrazów depresji, jakie widziałem w kinie. Są tylko ludzie ze swoimi przywarami, dziwactwami i bagażem tego, co za nami w pakiecie ze strachem przed tym, co będzie.
Wszystko, co nie jest ani naukowe, ani artystyczne, ani polityczne, stanowi nic nie warty rozpraszacz służący tylko powielaniu zniewolenia i benefitów uprzywilejowanych. Fińskiemu duetowi udało się opowiedzieć iście biblijną historię, zagubioną gdzieś między stronami słynnych traktatów filozofii kontynentalnej, pełną zachwycającej magii, wzruszającej czułości, uderzających zimowych pejzaży oraz absurdalnego humoru tak charakterystycznego dla nordyckiego kina. Pierwszy pełnometrażowy film Mikko Myllylahtiego to jeden z najbardziej spełnionych debiutów ostatnich lat.
Słownik języka polskiego PWN
Dokonane tu scalenie w jedno czterech różnych filmów (aktywistycznego dokumentu obserwacyjnego, eseistycznej autobiografii, galeriowej prezentacji zdjęć i portretu artystów wokół Cookie) owocuje opowieścią, która niczym pozytywistyczna powieść ujmuje w sobie wyimek świata. Podczas gdy wielu twórców nie rozumie siły wirtualnego świata, Jude dobitnie pokazuje, że to obecnie integralna część życia, a realistyczny, wielkomiejski komentarz społeczny powinien zawierać jego wpływ na jednostki, masy, korporacje. Ranking Center for World University Rankings publikowany jest od 2012 roku i uznawany za jeden z najbardziej obiektywnych na świecie. Mur oddzielający obóz od reszty świata to każde zło, od którego odwracamy wzrok, gdy jest nam tak wygodnie. Stać się nim może każdy, jeżeli zawita do jego życia zgorzknienie, ale jest też dobra wiadomość – nie potrzeba trzech duchów, by się zmienić, wystarczy otworzyć się na ludzi.
Gdy świat się wali, a klimat lub wirus prędzej czy później zabiją nas wszystkich, wyczilujmy się – mówią Gomes i Fazandeiro. W jednej ze scen pada takie pyszna metafora, że statyści dla filmu są jak cebula w burgerze, można oczywiście podać Ho bez niej, ale tak jak bez statystów film nie ma tła, tak burger bez cebuli nie ma pełni smaku. Sono stworzył prawdziwą odę dla tych pomijanych w różnych podsumowaniach i pracach naukowych ludzi. Nieprzypadkowo w tytule filmu pada nazwisko legendarnego niderlandzkiego grafika. Wspólna kolacja na świeżym powietrzu, kulminacyjny punkt filmu, szybko sprowadza go jednak do parteru.
- Warto przy tym zauważyć, że wojna i jej stronnictwa nie stanowią u Garlanda diagnozy politologicznej.
- W cukierkowym świecie postironii, gdzie pradawnych bogów o rogatych obliczach zastąpiła przemoc i chciwość z ludzką twarzą, autor znalazł przestrzeń dla rozważań na temat wiary, miłości i kondycji rodziny w starciu z systemową korupcją.
- Można się o ten film sprzeczać, można zastanawiać, czy pokazywanie cierpienia w tak wysublimowany sposób jest etyczne, ale pewne jest jedno — to przykład filmowej wirtuozerii na światowym poziomie.
- Fińskiemu duetowi udało się opowiedzieć iście biblijną historię, zagubioną gdzieś między stronami słynnych traktatów filozofii kontynentalnej, pełną zachwycającej magii, wzruszającej czułości, uderzających zimowych pejzaży oraz absurdalnego humoru tak charakterystycznego dla nordyckiego kina.
Jeśli w tym czasie u nas „kraj wyszedł właśnie z dżumy i powodzi, Polak więc słaby jeszcze był i mokry”, to w świecie przedstawionym u Sieriebriennikowa powódź trwa, nawet jeśli poziom wody opadł do kostek, a chore szczury nauczyły się rozmnażać i przemieszczać pod wodą. Z setek godzin materiału powstał film o luźnej, jakby zaimprowizowanej strukturze, opowieść nawiązująca do rzeczywistych wydarzeń z przeszłości, które zdają się bez przerwy unosić w polinezyjskim powietrzu dosłownie i w przenośni. Bohaterowie nie zauważają się, stojąc obok siebie, a z drugiej strony potrafią dosłyszeć ciche knucie dobiegające ze znacznej odległości. Tak jak Llinás, autorka Trenque Lauquen komponuje swój obraz z zapożyczeń i cytatów, gatunkowych memorabiliów, które odsyłają raz do kina klasy C, innym razem do klasycznych filmów detektywistycznych, by znów zagrać na komediowych kliszach, kończąc wyrafinowanym, telenowelowym telemarkiem. Trenque Lauquen może słusznie przywodzić na myśl inny argentyński tasiemiec sprzed paru lat – czternastogodzinne La Flor w reżyserii Mariano Llinása. Kino ponad granicami, kino ponad ograniczeniami, a tak w te ograniczenia, w ściany i w formy wciśnięte.



